Przeczytanie zajmie 5 minuty.
No. 30

Aplikacje

W poprzednim wpisie mówiłem o budowaniu nawyku – o stopniowej przemianie i kształtowaniu sposobu patrzenia na świat przez obiektyw telefonu. Dziś temat nieco inny, bardziej techniczny, choć równie ważny w tej historii: upraszczanie rzeczywistości. A więc aplikacje!


Punkt startu – aplikacja systemowa

Na początku był prosty, niemal instynktowny wybór – aplikacja systemowa, bez żadnych zmian i udziwnień. Nie interesowałem się wtedy, czy zdjęcia są robione w rozdzielczości 48 megapikseli, czy standardowej 12. Liczyło się tylko uchwycenie chwili, a techniczne kwestie odkładałem na bok.

Zmiany zaczęły pojawiać się z czasem. Po mniej więcej dwóch miesiącach codziennych „pstryków” zwróciłem uwagę na ustawienia. HDR? Wyłączone – od początku nie do końca mi odpowiadał, wolałem naturalne obrazowanie. Z czasem spróbowałem zwiększyć rozdzielczość, a nawet zabawić się dłuższym czasem naświetlania. Powoli odkrywałem, jak systemowe aplikacje na telefonach pełne są narzędzi, które same przetwarzają obrazy za pomocą algorytmów, czasem poprawiając, a czasem wręcz przeciwnie – nadając zdjęciom przesadzoną, kiczowatą, nienaturalną barwę. W miarę możliwości zacząłem więc minimalizować ingerencję systemu i próbować różnych ustawień, które dawały mi nieco większą kontrolę.



Eksperymentowanie i przełamanie

Wraz z kolejnymi próbami zacząłem zbliżać się do poziomu kontroli, który miałem w aparacie – surowy RAW, manualne dostosowanie ogniskowych, płaski obraz bez systemowych stylów. Brakowało mi jednak pełnej kontroli nad naświetlaniem, szczególnie w warunkach dziennych, gdzie chciałem uzyskać efekty z długimi czasami naświetlania. Mimo filtrów ND, które dodałem do mojego mobilnego arsenału, czułem, że aplikacja systemowa ma swoje granice.

Wtedy pojawiła się Pro Camera by Moment. Pierwsza aplikacja trzeciej firmy, za którą zapłaciłem, otworzyła przede mną nowe możliwości – pełna kontrola nad czasem naświetlania. W końcu mogłem eksperymentować z długimi czasami i filtrem ND nawet przy dziennym świetle. Surowe RAW-y i większa elastyczność były tym, czego potrzebowałem, jednak miały swoją cenę. Aplikacja Pro Camera wymagała większej uwagi, ustawienia czasem zmieniały się same, a ja musiałem przestawiać je z powrotem. Nowe możliwości przyniosły nowe wyzwania i więcej skomplikowanej obsługi, ale mimo wszystko korzystałem z niej, doceniając większy zakres kontroli nad zdjęciem.




Frustracja i irytacja

Mijały kolejne dni, a ja coraz mocniej czułem frustrację. Aplikacja, która miała być manualna, wciąż potrafiła zmieniać parametry według własnych potrzeb – to był bardziej tryb półautomatyczny niż manualny. W teorii miałem więcej kontroli, ale w praktyce zmiany, które następowały w ustawieniach bez mojej zgody, zaczęły mnie irytować. Chciałem tylko prostego, szybkiego sposobu na zrobienie zdjęcia, a zamiast tego wprowadzałem sobie do procesu komplikacje, których wcale nie potrzebowałem. Gniew, frustracja, irytacja – wszystko narastało i coraz częściej odkładałem aparat na bok.




Nowe odkrycie: Dazz Cam

I wtedy, zupełnie przypadkiem, natknąłem się na aplikację Dazz Cam, przeglądając wideo o dokumentowaniu miejsc, które można kiedyś odwiedzić, zrobić tam zdjęcia, zapamiętać na później. Dazz Cam to aplikacja imitująca stare aparaty i kamery, dająca filtr rodem z analogowej fotografii. Na początku traktowałem ją jak nakładkę do zabawy, ale z czasem zaczęła przejmować funkcje głównej aplikacji. Przypisałem jej skrót i zacząłem używać coraz częściej.

Dazz Cam przywróciła mi prostotę i radość z fotografowania. Była lekka, intuicyjna, a jej główne zalety – wybór stylu, możliwość tworzenia animacji oraz opcja zapisu zdjęcia zarówno z filtrem, jak i w wersji „czystej” – sprawiły, że znów poczułem frajdę z każdego ujęcia. Co więcej, aplikacja nie wymagała żadnych dodatkowych funkcji, które należało dokupić, a jej darmowe możliwości były w pełni wystarczające. To właśnie ona przywróciła mi tę prostą radość fotografowania, bez której zdjęcia tracą swoją autentyczność.




Podsumowanie

Dziś głównym narzędziem pozostaje dla mnie aplikacja systemowa. Wspomagają ją Pro Camera by Moment i Dazz Cam – pierwsza wtedy, gdy zależy mi na kontrolowanych ustawieniach, druga dla przyjemności, gdy chcę szybko uchwycić chwilę w wyjątkowym stylu. Podział wygląda mniej więcej tak: 60% system, 30% Dazz Cam, 10% Moment. Czy mógłbym zrezygnować z tych dodatkowych aplikacji? Pewnie tak. Ale czy ma to sens? Niekoniecznie. A co najważniejsze – czy mam z tego radość? Ogromną.