Przeczytanie zajmie 3 minuty.
No.25

Ten wpis to zakończenie pewnej ery, a może nawet przygody, która mnie spotkała. Zobaczymy tutaj dwa odrębne spacery, które powolnym krokiem przekonały mnie do zmian. Zaczynamy?


Sentymentalne podsumowanie

Kończy się wraz z tą publikacją moja mała przygoda z aparatami Fujifilm. Wniosły one ogrom odświeżenia, przełamania i zmiany myślenia w moje codzienne fotografowanie. Zaakceptowałem zdjęcia prosto z puszki, odnalazłem się w bliskich kadrach (23 mm to coś pięknego), zacząłem nosić aparat codziennie...

A za tym wszystkim szła nauka lepszego kadrowania, wyłapywania światła takiego, jakie jest — bo nie zawsze możemy przecież mieć idealne warunki. Odnajdywania kadrów w dynamicznym świecie, który mnie otacza — bo jak dotąd skupiałem się na obrazkach widoczków, bez głębszego znaczenia czy historii.

Aparaty Fujifilm, poczynając od świetnego X-E1, kontynuując na X-T1, X-T2... X-E4, pozwalały przełamywać kolejno moje bariery, a jednocześnie przynosiły nowości, na które czekałem. Tak, czekałem, aż dostanę lepsze symulacje i sterowanie nimi. Było to dla mnie nowością, bo przecież aparat jest tylko do zdjęć.

Dzięki możliwościom oferowanym przez Fujifilm w zakresie symulacji filmów i dodawaniu własnych modyfikacji, mogłem zacząć budować własne odmiany. Tak przetworzone obrazy pozwalały mi stworzyć unikalny styl. To właśnie ta elastyczność sprawiła, że fotografia stała się dla mnie jeszcze bardziej personalna i kreatywna.

A poza tym... moje palce znały je i umiały odnajdywać się bez myślenia, czy to w warunkach obiektywów z autofokusem, czy tych manualnych. Rozdział fotografii tylko manualnymi szkłami też tutaj był — i powiem szczerze, po pewnym czasie obsługa staje się tak automatyczna, że te manualne obiektywy nie stanowiły już wyzwania.

Ale... to tylko zmiana systemu, pewnych przyzwyczajeń. Wiedza i doświadczenie zostają z nami.


Przejdźmy więc do zdjęć. Wykonanych jednego poranka oraz innego popołudnia, pomiędzy obowiązkami, zadaniami i całkowicie na spontanie.


W okolicach połowy roku nowe umiejętności skłoniły mnie do próby wystartowania z pewnym projektem (o tym wkrótce). Początki w nim były trudne, kompletnie nie wierzyłem w jego sensowność i w to, co może mi dać. Ten brak wiary po czasie okazał się dużym ułatwieniem...



Podsumowując podsumowanie: system przeprowadził mnie przez pewną rewolucję, mimochodem zmieniając moje spojrzenie oraz zainteresowanie tematyką fotografii. Był to fajny okres, który pcha mnie w dalsze poznawanie. Może jeszcze się zobaczymy...