Przeczytanie zajmie 3 minuty.
No. 24

Dziś przeniesiemy się w świat równin, lasów i rzek. Kilka dni, gdzie wstawanie o 4:00 pozwala wyprzedzić słońce i odnaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości. A przynajmniej tak chciałem rozpocząć ten wpis kilka miesięcy temu. Od tego czasu jednak wydarzyło się wiele, więc zmienimy koncepcję tej publikacji. Zacznijmy od...

Początku. Zadanie: znajdź sobie jeden temat, jedno wyzwanie.

Niby prosta sprawa? Niezupełnie.


Wyjazd skomplikował się i zamiast jednego zadania znalazłem ich aż trzy. Można zapytać, jakie?

Relaksujący foto spacer, gdzie uzbieram kilka kadrów. Czy wyszło? Przekonajmy się w galerii poniżej.
Nauczyć się kręcić obiektywem anamorficznym.
Nagrywanie rolek — w końcu mam super foto aplikacje.

No i ruszyliśmy. Zadanie foto spaceru wpadło naturalnie — aparat w dłoń i idziemy. Tym razem, łamiąc utarte schematy, odkrywam nowe miejsca, czerpiąc z natury i pięknego otoczenia.
I finalnie wyszło.
Znalazłem nowe kadry, nowe ścieżki i to stare uczucie, kiedy zdjęcia mają swój klimat. Gdzie idziemy w dal, nie myśląc, ile już za nami drogi zostało. Znalazłem ten moment, w którym ujęć jest tyle, że nie wiadomo, za co złapać...

Zobaczmy je więc:





I tu nastał koniec foto spaceru. Przeszedłem więc płynnie do nowego wynalazku, jakim okazał się obiektyw anamorficzny. Efektów jednak z niego było niewiele, mizernej jakości. Ta sprawa poległa... ale zaczęła się tutaj inna część projektu rozpoczętego kilka miesięcy wcześniej (szczegóły w innym wpisie).

Punkt trzeci zaowocował jednym dziełem. Aczkolwiek, jak w poprzednim temacie, zaliczyłem tutaj fiasko. W tym, jak i w innych tematach, często trzeba nauczyć się odpuszczać i przyznawać do przegranej.

Jednak każde niepowodzenie to też lekcja. Zrozumiałem, że nie zawsze wszystko musi iść zgodnie z planem. Czasem warto po prostu cieszyć się chwilą i tym, co przynosi nam życie.